Natalię poznałam w trakcie studiów prawniczych we Wrocławiu. Miała 35 lat i pracowała w znanej korporacji finansowej. Spędzała w biurze od 8 do 10 godzin, dysponowała wszelkimi korpo benefitami i jeździła na zagraniczne szkolenia, wszak rzecz działa się w czasach prepandemicznych. Studiowała prawo jako wiedzę komplementarną do swojej specjalizacji. Bez dwóch zdań z sukcesem realizowała modelową karierę wielkomiejskiego singla.

Byłam dosyć zaskoczona, gdy wyznała mi, że tak naprawdę marzy o prowadzeniu autorskiej kawiarenki na wrocławskiej starówce. Małego klimatycznego lokalu, w którym unosi się zapach kardamonu, palonej kawy i świeżo pieczonego sernika. Chciałaby stworzyć miejsce, do którego można przyjść poczytać książkę albo wypić przy barze espresso w drodze do pracy. Nie planuje nikogo zatrudniać. Sama będzie stać za barem i niespiesznie gawędzić ze starymi klientami. Za długo pracowała w finansowej sieciówce, żeby podchodzić do tematu amatorsko. Miała już gotowy biznes plan, pomysły na promocję, rozeznane lokale i odłożoną sporą sumkę na początek.

Nieśmiało zasugerowałam, żeby wcześnej zatrudniła się w innej kawiarni i poznała warsztat baristy od podszewki, co z pewnością będzie dla niej korzyścią na dalszym etapie. Stwierdziła, że „może to i nie głupi pomysł” i w sam raz na wakacje, podczas których będzie mogła wykorzystać zaległy urlop.

W październiku spotkałyśmy się na korytarzu. W kawiarni pracowała 3 tygodnie. Sama zrezygnowała. Nie cierpi czyścić ekspresu ze zmielonych resztek, opróżniać zmywarki i wydawać reszty w monetach. Banalne rozmowy klientów denerwowały ją tak, że zagłuszała je muzyką. „Wiesz, uzmysłowiłam sobie, że tak naprawdę to kocham moją pracę, która sprawia, że stać mnie na niespieszne cappuccino przy dużym oknie wystawowym, przez które mogę popatrzeć na przechodniów, jak mogłam w ogóle myśleć o prowadzeniu kawiarni?!”…

Nie, nie, Natalia nie była nieodpowiedzialna, naiwna czy dziecinna. Wprost przeciwnie. Miała to, czego nieraz brakuje marzycielom – odwagę i plan.

To tylko nasz mózg miesza czasami odczucia z pragnieniami, wyobrażenia z przekonaniami. Potrafi figlarnie odkurzyć wspomnienia niespełnionych planów, a stąd już tylko krok, żeby pomylić zapach kardamonu z poczuciem bezpieczeństwa 🙂

Pilnujcie tego łobuza!

Ściskam, A.